Experience Economy

maj 1st, 2008

Zbyt wiele t-shirtów

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Innowacje, User Experience

Rzadko kiedy publikuje linki do projektów, ale ten wydał mi się bardzo interesujący plus uwzględnia widget do opublikowania na blogu, wiec dlaczego nie. Zobaczcie sami.


Swoją drogą, naprawdę fajny pomysł z tym widgetem. O widgetach więcej już na dniach.

Podpowiedzianie przez: Creativity Weekly Top 5

kwiecień 18th, 2007

Customer Experience by Peek & Cloppenburg

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Info ogólne, User Experience

Ostatnio w telewizji widziałem reklamę, w której pewien pan, dzięki mobilnemu internetowi, łączy się z żoną i dzięki kamerze internetowej może podziwiać jej ostatnie zakupy.

Sytuacja teoretycznie abstrakcyjna, ale jednak całkiem możliwa do odtworzenia w zwykłym życiu. Kiedy po raz kolejny nie mogłem się zdecydować na zakup pewnego garnituru w sklepie Peek & Cloppenburg, uznałem, że należy skorzystać z porady żony. Jak to zrobić zdalnie? Można posłać MMS ze zdjęciem garnituru! Proste i skuteczne. Niewiele myśląc, sięgnąłem po aparat telefoniczny i wykonałem kilka zdjęć. W międzyczasie próbowałem namierzyć obsługę, która w procesie decyzyjnym w sumie mogłaby także pomóc. Zamiast niej, jak spod ziemi, wyrósł pan w cywilnym ubraniu. Nie owijajać w bawełnę, zaczął wytykać, że wiem o kamerach, że wiem o zakazie fotografowania i finalnie stwierdził, że zachowuje się jak złodziej. Przy trzecim epitecie zdumienie ze mnie opadło i (w skrócie) zażądałem spotkania z jego przełożonym. W ciągu kilku minut tenże się pojawił, także ubrany po cywilnemu, bez żadnej identyfikacji i rozpoczął kontynuację poprzedniej komunikacji. Z rękami w kieszeniach! Czara goryczy uległa przepełnieniu.

Żeby nie przeciągać, zwrócę uwagę Państwu z P&C na następujące elementy:

Po pierwsze jest nie do pomyślenia, żeby pracownik ochrony, nawet mając uzasadnione podejrzenia w ten sposób zwracał się do osoby przebywającej w sklepie – potencjalnego klienta. W rodzinnym kraju P&C, Niemczech, taka sytuacja nigdy by nie miała miejsca. Nie wiem czy managerowie niemieccy są sobie w stanie ją wyobrazić?

Nie do pomyślenia jest także, żeby:

  • pracownicy ochrony nie mieli identyfikatorów
  • nie przedstawiali się
  • trzymali ręce w kieszeni
  • nie potrafili kulturalnie załatwić tego typu spraw (kierownik ochrony!!!)

Drodzy Państwo! Za coś takiego w normalnym kraju odpowiada kierownik sklepu! Albo jest w stanie przeszkolić swoich pracowników i egzekwować od nich standardy pracy, albo ponosi odpowiedzialność za brak kompetencji swoich ludzi.

Po drugie, sprzedawcy. Nie muszą być ubrani w mundurki, ale muszą być identyfikowali. Ponadto dobrym niemieckim zwyczajem, sprzedawca podchodzi do każdego klienta, który pojawia się w sklepie. W Polsce nie jest to ogólnie przyjęte, ale warto, żeby sprzedawcy podchodzili do kogoś, kto ewidentnie rozgląda się w poszukiwaniu pomocy. Zamiast tego w P&C pojawia się ochrona :]

Muszę przyznać, że byłem w totalnym szoku. Nie spodziewałem się, że w stolicy 40mln państwa europejskiego, w sklepie międzynarodowej sieci, w XXI wieku, może coś takiego się zdarzyć. Jak widać może.

Garnitur kupiłem, gdyż nigdzie indziej nie mogłem znaleźć swojego rozmiaru. Natomiast jeżeli chodzi o doświadczenia konsumenta to chyba opisałem je wystarczająco. Nikt więc nie będzie zaskoczony faktem, że sklepy Peek & Cloppenburg zacznę omijać szerokim łukiem.

A managerom P&C polecam zapoznanie się z filozofią Experience Economy. Czasy prosperity wcześniej czy później się skończą i trzeba będzie zacząć dbać o klientów.

grudzień 30th, 2006

Wielcy wydają nadal w TV

Na Adweek pojawił się ostatnio ciekawy materiał na temat wydatków głównych marketerów na rynku amerykańskim pt. “Big Spenders Still Big on TV“. W artykule omówione są wydatki 10 największych reklamodawców w USA: P&G, GM, at&t, verizon, TomeWarner, Ford, Disney, DaimlerChrysler, Toyota, News Corp. Praktycznie każdy z nich zapowiadał w 2005, że będą w nadchodzącym roku wydawali więcej na internet, głównie kosztem TV.

A jak to wyglądało w praktyce?

Dobra wiadomość jest taka, że praktycznie wszystkie firmy (poza TimeWarner) wydawały więcej na Internet. Czasami wzrosty były nawet kilkusetprocentowe. Jednakże w całości wydatków, liczby te nie wyglądają juź tak imponująco. Nadal wydatki na internet to standardowo 3-5% całego miksu, w porywach do 7%. A wzrosty praktycznie zamykały się w różnicy 1% (słownie: jednego procenta) z roku na rok.

A jak wyglądały wydatki na TV? I tutaj największe zaskoczenie – prawie wszyscy marketerzy wydawali więcej na telewizję! Spadki na liczbach bezwzględnych były przeważnie połączone z obniżką całkowitego budżetu reklamowego, a nie odejmowaniem pieniędzy tylko z telewizji.

Więc kto stracił?

Największym poszkodowanym, w większości przypadków, jest prasa. To z gazet i magazynów pochodziły pieniądze na pozostałe media.

Więc o co komon?

1/ user first!

Większość firm dobrze rozumie zachodzące zmiany i fakt, że konsument coraz częściej sam podejmuje decyzje i ciężko jest mu coś “wcisnąć przez reklamę”, jeżeli nie odpowiada to jego potrzebom. Consumer in control!

2/ interakcja głupcze

Większość dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że konieczna jest interakcja z konsumentami. W tym zakresie Internet nie ma konkurencji. Dlatego trzeba być w internecie i robić rzeczy, których oczekują konsumenci.

3/ “zdolności przetwórcze”

Stety lub niestety, nie da się z dnia na dzień “wpompować” w Internet zamiast powiedzmy 200 mln USD, 2 mld USD. Tzn. teoretycznie można, głównie w bannery, ale to nasz nie zbliża ani o krok do tzw. user experience – czyli tego na czym wszystkim zależy. Większość marketerów jest tego także świadoma.
Więc jak to będzie?

Jeżeli wszyscy zmierzają w stronę dostarczenia wartości dla konsumentów, zbudowania odpowiednich doświadczeń, odpowiedzi na ich potrzeby, to musimy zapomnieć o marketingu 360stopni (który jak wspomniałem wcześniej polega na strzelaniu do biednego konsumenta z każdego działa jakie tylko mamy pod ręką, w miarę zunifikowanym komunikatem)! Musimy przejść do marketingu 3D, czyli takiego, który stawia konsumenta w centrum, i tak dobiera środki przekazu, komunikacji i interakcji, aby cały marketing-mix był dla niego jak najbardziej atrakcyjny.

Takie podejście oznacza, że czasami będzie w tej komunikacji więcej internetu, czasami mniej. Czasami więcej TV, a czasami mniej. Czasami internet będzie pełnił rolę nadrzędną, a czasami telewizja. Ale to wszystko będzie ustalone na poziomie spójnej strategii, która będzie dyktowała rolę dla poszczególnych mediów / kanałów komunikacji.

Wtedy także przestanie mieć znaczenie, a raczej przestanie określać poziom “zaawansowania marketera w interakcje” poziom jego wydatków na poszczególne media. Przez najbliższe kilka lat, telewizja i tak będzie miała rolę dominującą. Zmieni się jednak charakter jej przekazu oraz wraz ze wzmacnianiem działa TTL (through the line) całość komunikacji będzie żyła długo po emisji spotu TV (a dzisiaj często się na nim kończy).

Podsumowanie

Teoretycznie cały powyższy wywód wydaje się oczywisty. Każdy (chyba?) pod nim się podpisze. Wielu powie, że przecież tak robimy / myślimy. Ale za tym poczuciem rzadko kiedy idą czyny.

W większości przypadków na szumnych zapowiedziach się kończy. Nie wychodzą one poza obszar planowania. Kiedy dochodzimy do weryfikacji planów na podstawie dostępnych budżetów (i umiejętności) okazuje się, że wiele spraw zostaje po staremu.

Żeby nie kończyć tak pesymistycznie dodam, że często mimo gorzkich myśli, iż znowu zostało po staremu, przychodzi pozytywna refleksja, że jednak kolejny raz udało się Klienta do czegoś przekonać i zrobić kolejny krok w kierunku dominacji DIGITAL :) a przynajmniej prawdziwie zintegrowanej komunikacji marketingowej. I to jest chyba najważniejszym i wspólnym celem.

A co będziemy robili w przyszłym roku?

Jak to co? To co zwykle! Podbijali świat! ;)

sierpień 13th, 2006

Nowe Yahoo!

W dniu dzisiejszym serfując po necie wszedłem na yahoo.com, gdzie zastałem totalnie odmienioną stronę główną portalu.

Pierwsze wrażenie – super przejrzysta i uporządkowana! Praktycznie cała mieści się na raz na ekranie (rozdzielczość 1280×1024), panuje na niej wręcz wzorowy porządek, a na dodatek mamy przyjazną opcję “take a tour”. Opcje, która jest umieszczona w sumie na zapas, gdyż min 66% użytkowników nie powinno mieć potrzeby jej uruchomienia :) Do tego miłe dla oka ikonki i infografki. Całość naprawdę wysmakowana. Można się tylko domyślać ile pracy zostało włożone w przygotowania, badania i opracowanie finalnej postaci Yahoo new home page.
Y! Take-a-tour BarY! Take-a-tour rozwiniete

Tajemnica “upchnięcia” wszystkich niezbędnych rzeczy na zwartej stronie głównej polega na zastosowaniu technologii Ajax. Wejście w nowa zakładkę nie wymaga przeładowania całej strony. Po prostu klikamy i zawartość ramki sie podmienia. Nie wymusza to czekania na ponowne załadowanie strony, nie gubimy wpisanych danych w polach tekstowych, olbrzymi komfort. Kilka innych okienek ukazuje swoją zawartość po najechaniu na fiszki kursorem. Dzięki takim zabiegom strona staje się super przyjazna i łatwa w obsłudze. Dla użytkowników kojarzy się jednoznacznie z doświadczeniami z korzystania z aplikacji windowsowych, gdzie projektancie już dawno zwrócili uwagę na aspekty związane z budowaniem doświadczeń użytkowników (user experience).
Y! HomeY! Home 2

Zmiany w pozostałych miejscach portalu pójdą teraz najprawdopodobniej lawinowo. Zważywszy jednak na cały rozmiar Y! poszczególne obszary portalu będą uruchamiane po sobie. Natomiast już dzisiaj zachęcam do zapoznania się z sekcjami portalu, które są zwiastunem nowego kierunku rozwoju Y! – 360stopni, zdjęcia, mobile, maps. Ostatni fala akwizycji portalu (min. Flickr, del.icio.us, blo.gs) dała wyraźny sygnał w jaką stronę będzie zmierzał portal. Dzis, wraz z nową odsłoną Y!, wyraźnie widać jak układanka zaczyna się układać w spójną całość.

marzec 15th, 2006

Twoje własne M&Ms!

Mass customization to kolejny z trendów, który znajduje się obecnie na fali.

Od strony technologiczno-produkcyjnej można termin ten wyjasnić jako jako elastyczne, wspomagane komputerowo systemy produkcji, które umożliwiają wytwarzanie wyrobów dostosowanych do indywidualnych potrzeb. Masowe dostosowanie do potrzeb kosumentów (bo tak chyba należałoby termin ‘mass customization‘ przetłumaczyć na język polski) staje się możliwe głównie dzięki temu, że dziś możemy połączyć tanią produkcję masową z możliwością personalizacji.

Techniczna definicja nie pokazuje jednak całej siły, która drzemie w tej filozofii. Nabiera ona kolorów w warstwie marketingowej. Mam nadzieje, że następujące dwa przykłady dadzą próbkę możliwości ‘mass customization‘:

Kiedy właściciel marki m&m’s uruchomił sklep internetowy, w którym każdy konsument może zamówić swoje własne opakowanie cukierków z wybranym przez siebie nadrukiem, ilość zamówień przekroczyła najśmielsze oczekiwania pomysłodawców. Czas realizacji zamówienia przedłużył się do 14 dni. Recepta na sukces była prosta. Klient wpisuje w odpowiednie pola swoje “przesłanie”, wybiera dwa kolory z palety 17 różnych i finalnie wybiera opakowanie standardowe lub specjalne. Całość w cenie 10 dolarów za paczkę 1oz (28,35gr). Minimalne zamówienie to 4 paczki. Priceless! Żeby tylko można było zamówić w Polsce :)

http://us.mms.com/us/

Kiedy Nike otwierał pierwszą wersję strony nikeid.com kilka lat temu, stała się ona z dnia na dzień hitem. W praktycznie sklepowej cenie butów, można było zamówić spersonalizowaną parę, z nadrukiem własnego imienia lub ksywki w wybranych miejscach obuwia. To był naprawdę hit! Nike zdystansował konkurencję o lata świetlne. Customize your gear!

Następnym krokiem była możliwość doboru kolorów fragmentów obuwia, a ostatnio wprowadził większą ilość produktów oraz rozszerzył możliwości jego dostosowania do swoich potrzeb (między innymi przez stworzenie własnego znaku oraz jego naniesienie na np. koszulkę). Kolejny sukces? Raczej gwarantowany.

http://www.nikeid.com/