Ponieważ od czasu do czasu udaje mi się wygospodarować chwile czasu na napisanie artykułu, jednym z postanowień noworocznych jest publikacja tychże na moim blogu. Na pierwszy ogień idzie tekst nt. TV experience – czyli mojego postrzegania ewolucji telewizji. Oczywiscie patrząc przez subiektywne soczewki weterana internetu :)
——————
Konsumenta doświadczenie telewizyjne (TV experience)
Początek telewizji datuje się na ostatnie lata XIX wieku. O telewizji jaką znamy dziś, można mówić od okolic 1930 roku. W 1934 roku rozpoczyna działalność sieć NBC. Mogłoby się wydawać, że telewizja od tamtej pory do dziś funkcjonuje w praktycznie niezmienionej postaci. Ot, ekran telewizora, kanały i programy. Przepraszam, liczba kanałów cały czas rośnie. To jest jedyna widoczna zmiana. Czy aby na pewno?
Dla zwykłego konsumenta większość zmian pozostaje niewidoczna lub mało istotna:
- Zmieniły się formy dystrybucji sygnału telewizyjnego. Dziś możemy odbierać go nie tylko anteną naziemną, ale także przez satelitę, drogą kablową, przez Internet.
- Pojawiły się alternatywne formy rozpowszechniania oferujące bogactwo kanałów i polepszoną jakość przekazu (np. platformy satelitarne).
- Rozwinęła się technologia, oferując wyższej jakości obraz na bardziej zaawansowanych telewizorach (HD).
W jaki sposób te wydarzenia wpłynęły na doświadczenia konsumentów? Czy dzięki temu produkt w postaci programu telewizyjnego stał się dla nich bardziej atrakcyjny? Najprawdopodobniej tak. Czy są to zmiany istotne, powodujące faktyczną zmianę jakościową? Najprawdopodobniej nie. Dlaczego? Moim zdaniem, nie zmieniły kluczowego aspektu telewizji, czyli sposobu jej oglądania. Człowiek nadal siedzi przed telewizorem, „pstryka” pilotem i jest zdany na to co zaprojektował specjalista od ramówki oraz zaakceptował szef stacji. Jedyny wybór to zmiana kanału.
A przecież dotarliśmy do czasów interaktywnych, w których to konsument chce mieć wybór. Więcej. Kiedy konsument chce decydować o tym co się dzieje. Kiedy chce mieć wpływ na tok przebiegu programu, filmów czy telenoweli.
Jak odpowiedziała na to branża? Wprowadzając pojęcie telewizji interaktywnej. Czym jest telewizja interaktywna? Otóż jak sama nazwa wskazuje, do tradycyjnej telewizji, została wprowadzona możliwość interakcji, czyli możliwość komunikacji z konsumentem, poznawania jego potrzeb, a z drugiej strony możliwość wywierania wpływu przez konsumenta na to co się dzieje na ekranie (w ograniczonej oczywiście postaci). Istotnym elementem jest także fakt, że nadawcy otrzymują natychmiastową informację o tym co robią widzowie czy program im się podoba, czy wchodzą w interakcję, czy kupują, zamawiają, etc.
Przykładowe telewizje interaktywne to np. 4FunTV oraz TVNGra.
W praktyce telewizja interaktywna najczęściej sprowadza się do wyciągnięcia od konsumentów danych (co oglądają, jakie planują zakupy, etc.) lub pieniędzy (np. przez głosowania sms) [Ponieważ nie jest zadaniem tego artykułu demaskowanie „niecnych praktyk koncernów telewizyjnych”, zainteresowanych tym wątkiem zachęcam do zapoznania się z tekstem „A Guide to Interactive TV” pod adresem]. Rzadko kiedy bierze pod uwagę faktyczne potrzeby konsumentów, oferuje im rozszerzone doznania, czy też wsłuchuje się w ich opinie. Dlatego uważam, że jest to kolejne usprawnienie tradycyjnego modelu telewizyjnego, bez wprowadzania rewolucyjnych zmian.
Rewolucja pojawiła się dopiero niedawno. Wraz z rozwojem technologii internetowych możliwe stało się przesyłanie w sieci obrazu wideo w odpowiedniej jakości. Po latach eksperymentów, rozwoju różnych narzędzi, prób z niskiej jakości przekazem, możemy dzisiaj powiedzieć, że telewizja internetowa stała się faktem.
Jak widać po wpisie na Wikipedii , mamy co najmniej cztery typy telewizji internetowych. W niniejszym artykule chciałbym się skoncentrować na tym najbardziej rewolucyjnym, który jest odpowiedzią na faktyczne potrzeby użytkowników, w którym to przede wszystkim oni decydują co i kiedy chcą oglądać. Telewizja internetowa rozumiana nie przez pryzmat nośnika jakim może być Internet, lecz jako telewizja czerpiąca z doświadczeń Internetu od strony komunikacji z użytkownikami.
Początki były ciężkie i mało zachęcające. Ze względu na niedoskonałość technologii, przekaz video w Internecie był ograniczony to publikowania krótkich filmów o niskiej jakości. Na bazie tego typu form powstał sławetny Youtube, który jest agregatorem treści video.
Jego sukces polega przede wszystkim na tym, że stał się on największą biblioteką krótkich filmów w Internecie. Ogólnie dostępną, darmowa i bardzo znaną.
Jednak dla wielu odbiorców formuła YouTube nie była i nie jest optymalną, gdyż YouTube
(i pokrewne serwisy) jest klasyczną stroną internetową i w ten sposób się zachowuje. Ludzie natomiast poszukują usprawnień ułatwiających korzystanie z video w Internecie. Stąd też kolejne przedsięwzięcia zaczęły eksperymenty w dwóch kierunkach:
1. ułatwienie oglądania filmów zgromadzonych w bibliotekach online (w tym vodcastów)
Najczęściej są to swojego rodzaju playery, które umożliwiają wybór programów do oglądania z poziomu jednej wygodnej aplikacji. Dwa najbardziej znane tego typu projekty to Democracy Player vel Miro oraz FireAnt. Obydwa zbierają informacje na temat dostępnych materiałów wideo oraz programów TV dostępnych online w jednym miejscu i pozwalają użytkownikom na stworzenie własnej ramówki. Czyli pełna wolność i swoboda. Niestety (lub stety) poza ogólnie dostępnymi treściami w formacie video, nie mamy dostępu do tradycyjnych kanałów telewizyjnych. Czyli jeżeli ktoś nie może żyć bez MTV, to niestety tego typu aplikacje nie będą jego wyborem.
2. stworzenie platform video, które od strony korzystania będą najbardziej zbliżone do tradycyjnej telewizji przy pozostawieniu wszystkich zalet medium
Podstawową cechą, która odróżnia platformy telewizji internetowej od aplikacji agregujących materiał video jest to, że te pierwsze tworzą własny materiał i układają go w ramówki. Czyli posiadają redakcje odpowiedzialne za merytoryczną stronę przedsięwzięcia. Czyli biznesowo są przedsięwzięciami bardziej skomplikowanym, mimo, że od strony technologicznej korzystają z tych samych rozwiązań (często).
Poniżej trzy przykłady rodzimych platform, które mimo młodego wieku rozwijają się bardzo dynamicznie. Są to platformy należące do Telewizji Polskiej, Onet.pl oraz Wirtualnej Polski.
Wiele z przedsięwzięć, które funkcjonują w internecie jest ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Pewne idee korzystają z wspólnego mianownika, czasami łączą pewne elementy, czasami z kolei są mutacją innych pomysłów. Większość twórców poszukuje odpowiedzi na pytanie jaki model telewizji internetowej będzie najbardziej odpowiedni dla konsumentów. Jedno jest natomiast pewne – prawdziwa rewolucja jest jeszcze przed nami.
Jutrzenką zmian jest projekt Joost, realizowany przez twórców Skype i Kazaa. Joost to internetowa i interaktywna telewizja nadająca „prawdziwe” kanały telewizyjne. Platforma podpisała umowy min. z Viacom oraz Warner Bros, dzięki czemu konsumenci mają dostęp do dobrze im znanych programów telewizyjnych. Dostępnych jednak przez Internet w postaci w pełni interaktywnej, czyli takiej na którą mają sami wpływ. Na razie jest zbyt wcześnie, aby jednoznacznie ocenić czy to jest ten model do którego wszyscy powinni dążyć. Joost dopiero wychodzi z fazy beta testów. Natomiast już dziś widać, że wprowadza on nową jakość i docelowo może stać się zagrożeniem dla tradycyjnych platform. Aczkolwiek w świetle faktu, że walka będzie się rozgrywała o to kto będzie dysponował bardziej atrakcyjnym kontentem, można przypuszczać, że wygra ten model, który zaoferuje optymalny mix pomiędzy treściami tworzonymi przez internautów (tzw. User Generated Content) oraz tymi dostarczanymi przez profesjonalne studia produkcyjne, a wszystko okrasi taką filozofią korzystania ze swojej oferty, która przypadnie do gustu konsumentom.
Więc kuriozalnie może się okazać, że dobra, stara telewizja przetrwa w niezmienionej postaci przez kolejne kilkanaście lat. Lub jak nieraz świat to widział, tradycyjne biznesy przeciągną na swoją stronę najlepsze rozwiązania i wykorzystają je w swoich ofertach.
Dobra informacja dla konsumentów jest taka, że na 100% i tak oni będą największymi beneficjentami zmian. Mają już dzisiaj wybór i nie są zdani na jedną jedynie słuszną ofertę programową.