Experience Economy

maj 12th, 2008

Widgety – ważne narzędzie e-marketingowe. Cz. II

Posted by Ola in Experience Economy

Aby umieć odpowiedzieć na potrzeby klientów, trzeba je najpierw dobrze zrozumieć. Nie jest filozofią zrobienie widgetu, który pokaże nasze blachodachówki, tylko kto będzie chciał zainstalować to na swojej stronie? Raczej nikt.

Ujmując rzecz krótko, mamy dwie możliwości, jeżeli chodzi o reklamowe wykorzystanie widgetów.
Pierwszy przypadek to tak naprawdę sponsoring cudzych widgetów. Dla przykładu – 7UP może w określonym czasie zasponsorować jeden z najpopularniejszych widgetów pogodowych, nakładając nowy skin graficzny na tenże widget. Czyli branding – Ładną pogodę zapewnia orzeźwiający 7UP!

Drugą opcją jest stworzenie interesującego widgetu i namówienie konsumentów do pobrania, instalacji, a potem przekazania znajomym. Trzy czynności, które definiują sukces lub porażkę każdego widgetu. Co zrobić, żeby to się udało? Najprościej powiedzieć – trafić w potrzeby konsumentów, jednak wcześniej trzeba także dotrzeć do nich z informacją na temat naszego widgetu. Mogą w tym pomoc katalogi widgetów. Jeden z najpopularniejszych to Yahoo! Widgets[1], katalog który zgromadził do tej pory około 5000 różnych aplikacji.

Jednym z przykładów marketingowego wykorzystania widgetów może być Kraft Foods Recepis Finder – czyli aplikacją umożliwiająca łatwe wyszukiwanie przepisów w pokaźnej bazie Krafta. Dodatkowo codziennie użytkownicy widgeta otrzymują przepis dnia.

Trzecia opcja pojawiła się dopiero niedawno. Google, bazując na popularyzacji widgetów, wykonał ważny krok w kierunku ich wykorzystania marketingowego. Wprowadzając ofertę GadgetAds[2], Google umożliwia zamiast tradycyjnych reklam AdWords publikowanie reklam przypominających widgety. Są one zdecydowanie bardziej przyjazne dla użytkowników, a ponadto często umilają internautom czas.

Jak wynika z powyższych przykładów Widgety to często po prostu reklamy wideo, czasami wręcz ministrony www zamknięte w widgecie, a jeszcze w innych przypadkach – narzędzia pomagające w życiu codziennym – tak jak w przypadku monitora ulicznych korków dostarczonego przez Nissana.

W dniu dzisiejszym największym wyzwaniem jest umiejętne wymyślenie widgetów, które w dużym stopniu zainteresują użytkowników. Na szczęście odbiorcy nie są jeszcze osaczeni przez tego typu formy reklamy, więc na razie nie bronią się przed nimi.

Dodatkowo wzrost popularności serwisów społecznościowych zwiększa potencjał tego rynku. Dotyczy to szczególnie Europy, w tym także Polski, gdzie ta kategoria nie jest tak rozwinięta jak w Stanach Zjednoczonych.

Osobiście gorąco zachęcam marketerów do zwrócenia bacznej uwagi nie tylko na widgety, ale także na cały marketing w serwisach społecznościowych. Rosnąca popularność największych serwisów, takich jak nasza-klasa.pl, fotka.pl, grono.net, oraz pojawianie się nowych graczy – jak np. Bebo, stymuluje cały rynek. Kto szybciej zdobędzie doświadczenie w tej specyficznej odnodze e-marketingu, temu łatwiej będzie odnaleźć się na rynku w przyszłości, kiedy wszyscy się nim na poważnie zainteresują.

Ci, którzy szybciej zdobędą doświadczenie w tej specyficznej gałęzi e-marketingu, w przyszłości o wiele łatwiej spełnią oczekiwania wymagającego rynku, który będzie poważnie zainteresowany właśnie Widgetami.


[2] http://www.google.com/adwords/gadgetads


[1] http://widgets.yahoo.com/

maj 5th, 2008

Widgety – ważne narzędzie e-marketingowe

Posted by Ola in Experience Economy

Pamiętaj o nich, kiedy zaczynasz planować swój e-marketing mix. Dzięki Google zyskują nowy wymiar. W serwisach społecznościowych są jedną z bardziej obiecujących możliwości kontaktu z konsumentami. A ich pojawienie się w Windows Vista daje możliwość stałej obecności reklamowej na pulpicie komputera.

Widgety można najprościej określić jako mały program komputerowy, mający konkretne zastosowanie, określony zamkniętą formą graficzną oraz funkcjonujący w obrębie tzw. nosiciela – czyli innej aplikacji lub systemu. Brzmi technicznie, a mało marketingowo? Tylko na początku. Poczytaj dalej, aby przekonać się, dlaczego warto je poznać.

Na początku należy odpowiednio podzielić widgety na trzy kategorie:

widgety desktopowe – czyli takie mini-aplikacje, które wzbogacają funkcje naszego systemu operacyjnego (pierwotnie tylko MacOS dawał możliwość zainstalowania i używania widgetów wraz z premierą Windows Vista, także użytkownicy PCtów mogą z nich korzystać),

widgety mobilne – czyli programy do zainstalowania w telefonach komórkowych, które wyposażone są w system operacyjny,

oraz widgety internetowe – czyli takie, które funkcjonują w obrębie innych stron internetowych (ważne jest to, że taki widget na swojej stronie użytkownik może zainstalować samodzielnie).

W początkowej fazie, widgety były po prostu małymi, użytecznymi programikami, które dawały możliwość korzystania z pewnych funkcji, których nie udostępniało dane środowisko (czyli system operacyjny, strona internetowa, platforma mobilna). Można powiedzieć, że były (i nadal są) nakładkami, rozszerzającymi funkcjonalność nosiciela. Stąd też największa ilość widgetów ma charakter utylitarny: kalkulatory, przeliczniki walut, informacje pogodowe, listy to-do, „żółte karteczki” i wiele innych podobnych.

Istotnym momentem przełomowym było oczywiście pojawienie się Web2.0 – trendu oddającego (przynajmniej) część władzy w ręce ludzi. Boom na serwisy społecznościowe, systematyczne otwieranie się różnych serwisów internetowych na zewnętrznych programistów i umożliwienie im pisania aplikacji, usprawniających działanie tychże serwisów, doprowadziło do eksplozji widgetów. Można powiedzieć, że niektóre strony zyskiwały drugie życie w momencie, kiedy niezależni programiści zaczęli pisać dla nich widgety.

Z monitoringu rynku widgetów prowadzonego przez comScore – “comScore Widget Metrix” – wynika, że zdecydowanie najpopularniejszymi widgetami są te związane ze zdjęciami – ich wyświetlaniem, wymianą czy też obróbką[1].

Najpopularniejszym widgetem jest Slide (http://www.slide.com/), który umożliwia publikacje swoich spersonalizowanych i odpowiednio uatrakcyjnionych zdjęć na większości najpopularniejszych serwisów społecznościowych . Mechanika działania jest prosta: zakładasz konto na Slide, wgrywasz zdjęcia, tworzysz z nich swój slideshow, a następnie za pomocą widgetu możesz umożliwić innym (i sobie) oglądanie swoich zdjęć np. na Twoim profilu na np.Friendster.com. Brzmi banalnie? 50 milionów użytkowników na Facebook.com nie może się mylić:)

Kolejne pozycje w zestawieniu okupują widgety o podobnym charakterze – RockYou, PictureTrial, PhotoBucket reprezentują tę samą kategorię – możliwość chwalenia się swoimi zdjęciami. Na kolejnych pozycjach są między innymi widgety, obsługujące filmy wideo oraz będące playerami muzycznymi (czyli w skrócie – zafunduj swoim odwiedzającym miły podkład muzyczny).

Fali popularności widgetów nie mogli przeoczyć reklamodawcy. Tytuły bijące z prasy są wystarczająco intrygujące:

Fast Company.com
Apps Mania

AdvertisingAge
What’s the Newest Way to Get Your Ad Seen Online? Widgets

Washington Post
A New Way to Create Buzz

The Wall Street Journal
‘Widgets’ May Snag More Ads

Czy jednak marketerzy są w stanie wykorzystać kolejny trend w marketingu interaktywnym? Cóż, wydaje się to być zadaniem niełatwym. Podobnie jak w przypadku innych rzeczy związanych z web2.0, widgetów nie można traktować jak reklamy sensu stricte.


[1] http://www.comscore.com/press/release.asp?press=1471

maj 1st, 2008

Zbyt wiele t-shirtów

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Innowacje, User Experience

Rzadko kiedy publikuje linki do projektów, ale ten wydał mi się bardzo interesujący plus uwzględnia widget do opublikowania na blogu, wiec dlaczego nie. Zobaczcie sami.


Swoją drogą, naprawdę fajny pomysł z tym widgetem. O widgetach więcej już na dniach.

Podpowiedzianie przez: Creativity Weekly Top 5

kwiecień 30th, 2008

Mercedes-Benz out of SecondLife

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Innowacje, Web2.0

Niewiele ponad rok “wytrzymał” Mercedes-Benz w Second Life. 18 marca 2008 na oficjalnej stronie poświęconej obecność MB w SL pojawiła się taka notatka:

——-
Mercedes-Benz ends Second Life test run with positive findings

A little over a year, Mercedes-Benz opened its dedicated presence in the virtual world of ‘Second Life’. Since the launch of the brand’s virtual island, we won several vital insights and received plenty of positive feedback, especially for our unique communications policy. Over the course of the year, our brand avatar ‘Mercedes Milestone’ led more than 10,000 inspired dialogues.

We truly enjoyed developing this new, innovative communications platform and would like to extend our thanks to all those who visited Mercedes-Benz Island and demonstrated interest in our virtual outpost.

Our ‘Second Life’ stint will draw to an end on March 18th 2008 – as of this day, you will no longer be able to access Mercedes-Benz Island. This brief and exciting foray into virtual communities brought us several essential realisations and the conviction that 3D worlds play a vital role as engaging communication channels. We will continue to monitor this theme and keep you updated on any new developments.

źródło: http://www.mercedes-benz-secondlife-infos.com/
——-

Arcydzieło oratorstwa PRowego :)

Dlaczego tak się stało? Czy MB był zadowolony z rezultatów tego projektu? Z notki dowiadujemy sie o 10.000 przeprowadzonych dialogów. Mysląc o skali wydatków jakie marketer poniósł, żeby uruchomić taki projekt, myślę, że mogło to być 10.000 najbardziej kosztownych dialogów w historii internetu.

Czy ten ruch zwiastuje więcej “wycofań” z projektów w SL?

Raczej tak.

Zaryzykowałbym teorię, że o ile ciężko zarzucić MB brak zaangażowania w projekt, to może nie koniecznie optymalnie podeszli do tematu angażowania mieszkańców SL w swoje działania i prowadzone operacje nie wystarczająco wciągały ich do zabawy. Nie zawsze duży budżet jest gwarancją sukcesu. Podstawą jest zrozumienie materii i dobra odpowiedź na potrzeby konsumentów.

Czy marketing w wirtualnych światach to ślepa uliczka?

Zdecydowanie nie.

Patrząc jednak na projekty prowadzone przez innych należy mieć świadomość, że te nowe możliwości, wymagają bardzo indywidualnego przygotowania i nie zawsze muszą kończyć się sukcesem. Śmiem stwierdzić, że ryzyko niepowodzenia jest obecnie relatywnie wysokie i trzeba się z tym pogodzić.

Kilka ciekawych porad jak uniknąć kłopotów działając w SL można znaleźć tutaj:
4 Lessons we can Learn from Mercedes-Benz, AOL and Wells Fargo

kwiecień 23rd, 2008

Jak się reklamować w serwisach społecznościowych?

289 milionów zarejestrowanych osób w MySpace.com, 73 miliony w Facebook.com, 67 w Orkut.com, 50 w Friendster.com[1]. Te liczby nie tylko robią wrażenie, ale także rosną z dnia na dzień. Te liczby nie pozwalają marketerom na przejście obok nich obojętnie. Te liczby rodzą pytanie: Co zrobić, aby skutecznie wykorzystać potencjał tkwiący w serwisach społecznościowych w Internecie?

Od kilkunastu miesięcy obserwujemy gwałtowny rozwój internetowych serwisów społecznościowych. Praktycznie każdy słyszał o MySpace.com – serwisie, który został w lecie 2005 roku zakupiony przez News Corp. za okrągłe, i jak na owe czasy bajońskie, 580 milionów dolarów. Wiele osób dziwiło się temu posunięciu, wątpiąc w biznesowe uzasadnienie transakcji. Czas pokazał, że byli w błędzie. W ciągu 2,5 roku od tego wydarzenia, serwisy społecznościowe praktycznie podbiły Internet, pozostawiając w tyle niejednokrotnie ‘klasyczne’ portale z ich przestarzałą ofertą. Jak zwykle, konsumenci zagłosowali nogami.

Czym jest serwis społecznościowy?

Wg Wikipedii internetowy serwis społecznościowy opiera się na budowaniu i rozwoju społeczności dzielących wspólne zainteresowania i aktywności, w których uczestnicy dzielą się wymieniają wszelkimi informacjami w oparciu o swoje profile, wykorzystując do tego celu specjalne oprogramowanie[2].

Jak widać po definicji, a tym bardziej po empirycznym zapoznaniu się z kilkoma reprezentantami gatunku, serwisy społecznościowe nie są de facto niczym szczególnym. Ot zgromadzenie ludzi, którzy tworzą własne profile i publikują informacje o sobie, swoich dokonaniach, swoje zdjęcia, prace, etc.

Co więcej, tego typu rozwiązania powstawały już na początku Internetu. W 1995 roku powstał Classmates.com. Więc dlaczego dopiero teraz przeżywają one rozkwit?

Tajemnica tkwi jak zwykle w nałożeniu się kilku czynników. Najistotniejszym katalizatorem jest zjawisko określane mianem Web2.0, które otworzyło Internet dla zwykłych ludzi i oddało władze w ich ręce. To ludzie zaczęli decydować co, gdzie i w jaki sposób będą publikować, z kim i jak się łączyć oraz komunikować. Ta błaha z pozoru rzecz uruchomiła lawinę. Lawinę, która doprowadziła nas do dzisiejszego punktu.

Najpopularniejsze serwisy społecznościowe na świecie.

Poniżej kilka ekranów prezentujących najpopularniejsze serwisy na świecie.

www.bebo.com

www.cyworld.com

www.friendster.com

www.myspace.com

Marketing w zagranicznych serwisach społecznościowych

Rosnąca popularność serwisów społecznościowych szybko doprowadziła do zainteresowania się nimi, a raczej ich użytkownikami, marketerów. I to nie tylko dzięki ich liczebności, czy możliwości jednoznacznej identyfikacji ich zainteresowań, ale przede wszystkim na skutek jakości danych, które identyfikują każdego zarejestrowanego. Jak dowodzą badania, użytkownicy serwisów społecznościowych uwzględniają w swoich profilach dużo więcej rzetelnych informacji, niż to ma miejsce w przypadku innych serwisów wymagających rejestracji.

Mimo to, nadal największą popularnością wśród reklamodawców cieszą się proste, klasyczne metody reklamowe. Wiele z serwisów społecznościowych korzysta z mechanizmów reklamowych Google – AdWords[3], a praktycznie wszystkie oferują klasyczną reklamę opartą na emisji bannerów reklamowych. Skuteczność tego typu reklam jest ograniczona i stanowi podstawowy krok w stronę komunikacji z użytkownikami serwisów społecznościowych. Osobiście uważam, że jeżeli decydujemy się na użycie podstawowych narzędzi, należy skorzystać z mailingów, które wykorzystują doskonałe profile zarejestrowanych użytkowników i umożliwiają precyzyjne dotarcie. Kampanie reklamowe rzadko gwarantują skuteczność w dotarciu do konsumentów, częściej wzbudzają irytację.

Jednakże, tak jak i w pozostałych serwisach internetowych, skuteczne dotarcie do konsumentów, wymaga stosowania alternatywnych, często niestandardowych form. I tutaj okazuje się, że wygrywają Ci, którzy potrafią zrozumieć swoją grupę docelową i wyjść do niej z ciekawym komunikatem, a ich kreatywność jest nieograniczona.

Tej teorii nie trzeba specjalnie dowodzić, jednakże jako przykład podam kampanie Volkswagena Golfa GTI zrealizowaną w 2006 roku przez agencję Crispin Porter + Bogusky. Agencja stworzyła serię spotów reklamowych, które parodiowały popularny program Pimp My Ride (stacja MTV). Całość opierała się o postać niemieckiego inżyniera i jego asystentki Miss Helgi. Spoty, zanim trafił do telewizji, zostały opublikowane w Internecie (na YouTube) oraz na specjalnie do tego celu zbudowanej stronie na MySpace.com

http://www.myspace.com/misshelga

Całość została wsparta marketingiem wirusowym i szeptanym. Dodatkowo, dla zbudowania wiarygodności przekazu, Miss Helga zaistniała w Wikipedii oraz w innych serwisach społecznościowych.

http://en.wikipedia.org/wiki/VDub

Efekty? W ciągu miesiąca od publikacji pierwszego spotu, został on obejrzany ponad 2 miliony razy. Profil Miss Helgi ma zarejestrowanych ponad 7000 przyjaciół, którzy dobrze wiedzą, że jest ona wymysłem speców od reklamy, jednak doceniają ich finezję oraz pomysłowość, a także wstrzelenie się w ich potrzeby.

Akcja Volkswagena pokazuje, że można dotrzeć do ludzi, którzy często są wręcz negatywnie nastawieni do reklamy, zainteresować ich i „przeciągnąć na swoją stronę”. Jak zwykle trzeba mieć tylko pomysł. Tylko :)

Wachlarz rozwiązań, które można wykorzystywać na serwisach społecznościowych powiększa się z dnia na dzien. Do wyścigu przyłączyli się sami twórcy serwisów społecznościowych starając się ułatwić życie marketerom poprzez wychodzenie poza ramy cenników i standardowych form reklamy.

Serwisy społecznościowe w Polsce

Na rynku od dłuższego czasu niepodzielnie królowały dwa główne serwisy: grono.net oraz fotka.pl

www.grono.net

www.fotka.pl

które, można rzec, miały pozycję monopolistyczną. Tego roku sytuacja zmieniła się diametralnie. Na rynku pojawił się serwis www.nasza-klasa.pl , który w krótkim czasie zdobył pozycję lidera i dziś może się poszczycić 80 tys. rejestracji dziennie!

www.nasza-klasa.pl

Ta zmiana powinna być katalizatorem dwóch rzeczy: Po pierwsze, popularność naszej-klasy powoduje efekt kuli śniegowej. Jest na ustach wszystkich, więc staje się coraz bardziej popularna. I tak rośnie baza zarejestrowanych użytkowników. Po drugie, publicity wokół naszej-klasy dociera do marketerów i wzbudza ich zainteresowanie tematem. Na razie przekłada się to na wzrost ilości reklamy na serwisie. Ale wkrótce, wskutek przesytu reklamą u użytkowników naszej-klasy, trzeba będzie sięgnąć po bardziej wysublimowane formy reklamy i pomyśleć o projektach specjalnych. To spowoduje wzrost świadomości marketerów, rozwój potrzeb konsumentów, czyli wzrost całego rynku. Słowem wpłynie dobrze na wszystkich. Bo zainteresowanie naszą-klasą, to zainteresowanie serwisami społecznościowymi w ogóle, a to przekłada się na wzrost i rozwój całego sektora.

Bądź MAX! – czyli jak osiągnąć maxa w 7 dni?

Innym przykładem udanej akcji marketingowej w serwisach społecznościowych jest projekt, który agencja Digital One zrealizowała wspólnie z biurem reklamy serwisu fotka.pl. Użytkownicy fotka.pl zostali zaproszeni do zabawy, która polegała na zaprezentowaniu swojej najfajniejszej fotki (czytaj: zdjęcia) i poddaniu jej pod ocenę. Czyli mechanizm zgodny z podstawową funkcjonalnością serwisu fotka.pl z jedną modyfikacją – liczyła się przede wszystkim oddana liczba głosów. Całość była realizowana na obradowanej przestrzeni serwisu. Zadaniem użytkowników było także zaproszenie do zabawy swoich znajomych i zachęcenie ich do oceny zgłoszonego zdjęcia. Całość akcji była dodatkowo wsparta kampania reklamową, żeby zachęcić pozostałych fotkowiczów do zabawy.

Była to pierwsza tego typu akcja na fotka.pl i rodziło to pewne obawy o reakcje fotkowiczów. Niepotrzebnie. Zabawa została przyjęta z dużym entuzjazmem. W ciągu 7 dni trwania akcji zarejestrowało się 20.000 kandydatów. Użytkownicy oddali łącznie 191.000 głosów.

Brandowane serwisy społecznościowe

Coraz częściej marketerzy decydują się na odważniejsze kroki i uruchamiają własne serwisy społecznościowe. Oczywiście tego typu przedsięwzięcie, w odróżnieniu od dwóch pierwszych form, wymaga największego zaangażowania, i to nie tylko pod kątem zasobów ludzkich i środków finansowych, ale przede wszystkim czasu. Krok pierwszy, czyli zbudowanie serwisu, może zająć od kilku do kilkunastu miesięcy. Krok drugi, czyli popularyzacja, nawet dwa lub trzy razy tyle. Jednakże wysiłek ten równoważą korzyści wynikające z własności całego przedsięwzięcia, możliwości wpływania na jego rozwój, pełnego i nieograniczonego dostępu do użytkowników i wielu innych benefitów nieosiągalnych dla marketerów korzystających z cudzych serwisów i baz konsumenckich. Poniżej przykład przedsięwzięcia, które przeszło pozytywną weryfikację i funkcjonuje dłuższy czas:

www.pepsi-town.com

Perspektywy reklamy w serwisach społecznościowych

Sektor serwisów społecznościowych przeżywa okres boomu. Mimo, że ciężko będzie konkurować z dużymi, ogólnymi serwisami, rynek platform specjalistycznych (nawet nie niszowych) nie jest jeszcze zapełniony. Oznacza to, że będziemy świadkami wielu nowych przedsięwzięć, walczących zarówno o konsumentów jak i o pieniądze marketerów. Spowoduje to eskalację pomysłowości wśród wszystkich uczestników rynku. Obserwując dodatkowo na dynamikę wzrostu reklamy internetowej oraz przesyt klasycznymi formami reklamy, można odważnie patrzeć w przyszłość. W zakresie reklamy w serwisach społecznościowych dominują w chwili obecnej klasyczne formy reklamy, przynajmniej w Polsce. Jednak rynek ten zdecydowanie się rozwija, coraz większa liczba marketerów zaczyna eksperymentować z niestandardowymi formami, a to pozytywnie wpływa na całość kategorii.

Na chwilę obecną ciężko jest dotrzeć do informacji na temat wydatków na reklamę w serwisach społecznościowych w Polsce, czy też w Europie. Dużo bardziej przejrzysty jest rynek amerykański. Już rok temu eMarketer opublikował badania z monitoringu wydatków za rok 2006 połączone z prognozami na rok 2010. Zapraszam do zapoznania się z danymi, przez pryzmat których można spojrzeć także na nasz rynek. Dynamika wzrostu powinna być zbliżona.


[3] http://adwords.google.com/


[1] Dane pobrane z Wikipedii (http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_social_networking_websites), stan na dzień 27/12/2007

[2] http://en.wikipedia.org/wiki/Social_network_service

marzec 30th, 2008

Internet – kraina biznesu i anarchii

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Info ogólne, Web2.0

Podczas ostatniej konferencji e-marketing organizowanej przez Marketing w Praktyce, przyszło mi do rozprawienia się z niełatwym tematem “Internet – kraina biznesu i anarchii”. Całe szczęście, że zrządzeniem losu przesunąłem się z ostatniego wykładu na sam początek, gdyż całość wypada lepiej jako wstęp do pozostałych wykładów.

Nie wiem czy w takiej “suchej” postaci wszystkie moje myśli będzie łatwo odczytać, ale zachęcam do zapoznania się z prezentacją.

Link do prezentacji w SlideShare

/Well, chyba powoli zaczynam mieć dosyć tego szablonu Wordpress. problem z wklejaniem filmów z YouTube, a teraz także prezentacji z SlideShare. Totalnie obydwie czynności rozwlają formatowanie. Przepraszam za niedogodności./

marzec 19th, 2008

Twoja Kava made in Coffee Heaven

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Mass customization

Kava w Coffee Heaven Nie będąc kawoszem, nie bywam zbyt często w kawiarniach. Jeżeli już, to nie ze względu na kawę, lecz ze względu na fakt, że są nienajgorszym miejscem do spotkań.

Praktycznie toleruje tylko jeden sposób serwowania kawy – latte macchiato. Niestety niewiele jest lokali, ktore podają ten typ kawy w sposób prawdziwie włoski. W bodajże największej polskiej sieci – Coffee Heaven – w ogóle nie serwują latte macchiato.

Ale sytuacja może się zmienić. Od jakiegoś czasu Coffee Heaven wprowadziło usługę “Twój sposób na kawę“. Konsument ma możliwość samodzielnego skomponowania swoje kawy w 6 krokach.

Czyli przynajmniej teoretycznie mogę otrzymać swoją latte macchiato. Przy najbliższej bytności nie omieszkam tego sprawdzić.

Swoją drogą ciekawe czy możliwość customizacji jest odpowiedzią na faktyczne potrzeby konsumentów i będzie wykorzystywana przez tychże? Czy też większość ludzi będzie korzystała z pozycji gotowych, traktując opcję stworzenia własnej kawy jako miłą cechę, świadczącą o trosce firmy o konsumenta? Niezależnie która opcja wygra, można śmiało stwierdzić, że jest to dobre posunięcie odróżniające od konkurencji.

marzec 16th, 2008

Dzieciaki – zdjęciaki

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Mass customization

Zdjęciaki Od pewnego czasu jestem stałym widzem kanału dla małych dzieci MiniMini :) Na naszej ulubionej liście jest kilka bajek – Tomek i przyjaciele, Świnka Pepa, oczywiście Noddy, ale branżowo szczególnie przykuła moją uwagę bajka pt. Zdjęciaki.

Jest to bardzo ciekawie pomyślana produkcja telewizyjna. W skrócie jej czar polega na tym, że w każdej bajce, oprócz stałych bohaterów (lew, słoń, małpka, krokodyl, etc.) pojawia się inne dziecko. Wszystkie postacie są rysunkowe, ale w odróżnieniu do zwierzątek, dziecko ma twarz prawdziwej postaci. Doklejana jest buzia ze zdjęcia. W każdym odcinku występuje inne dziecko.

Piękno pomysłu polega na tym, że budowana jest bardzo silna więź z odbiorcami. Każdy (prawie) rodzic chciałby zobaczyć swoją pociechę w mass mediach. I to niekoniecznie przy okazji setnego konkursu pod tytułem prześlij zdjęcie swojego dziecka … (w miejsce kropek wstaw dowolny określnik otoczenia).

Biorą pod uwagę fakt, iż odcinków jest rocznie kilkadziesiąt, podnosi się także prawdopodobieństwo znalezienia się w programie. I żadnych marek, konotacji reklamowych, etc.

Z informacji, które uzyskałem w redakcji MiniMini wynika, że w ramach konkursu ‘zgłoś swoje dziecko do Zdjęciaków’ otrzymali ok. 400.000 zgłoszeń. Co biorąc pod uwagę techniczny zasięg kanału (3,5 mln gospodarstw) oznacza skuteczność ponad 10%.

Myślę, że w dobie internetu wypadałoby pójść krok dalej i zamieszczać archiwalne odcinki on-line. Rodzice zajęliby się na pewno marketingiem wirusowym programu sami, wysyłają filmy do wszystkich swoich znajomych. Stacja nie ma jednak licencji na emisje odcinków w internecie. W zamian powtarza aż czterokrotnie każdy odcinek, co daje dużą szanse na namierzenie odcinka ze swoim dzieckiem.

Wracając do tematyki komunikacji marketingowej – przykład Zdjęciaków świetnie pokazuje jak wejść w interakcje z konsumentami, jakie są ich potrzeb, oczekiwania. Oczywiście samo dołożenie marki, skopiowanie pomysłu jeden do w wydaniu marketingowym, może przynieść więcej korzyści niż strat. Ale z drugiej strony patrząc na liczby warto się zastanowić czy masowa customizacja nie staje się powoli jedyna słuszną drogą dla marketerów.

Więcej o zdjęciakach.

dzieci w zdjęciakach

marzec 11th, 2008

Refleksja poimpactorowa

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy

Impactory mamy już za sobą, ale mimo to dwie krótkie refleksje.

Po spędzeniu praktycznie całego dnia na sali mogę śmiało powiedzieć, że czas imprez o wszystkim i o niczym już definitywnie minął. Pokazuje to jasno zachowanie ludzi podczas tego wydarzenia. Ponieważ cała konferencja była podzielona na bloki tematyczne, to ludzie przychodzili często tylko na wybrane, żeby od razu po ich zakończeniu wyjść. Ci, z kolei, którzy zostawali, nie wykazywali większego zainteresowania prelekcjami spoza spectrum ich biznesu.

Druga refleksja jest bardziej przygnębiająca. Patrząc ile osób pozostało na ostatnim bloku poświęconym internetowi (patrz zdjęcie Impactory – panel internetowy) można wnioskować, że tradycjonaliści nadal nie doceniają najmłodszego medium i jego siły w relacjach z konsumentami. Sala praktycznie opustoszała. Spośród tych kilku osób, które pozostały, większość to ludzie z branży. Aż dziw bierze, że paneliści nie wyszli z siebie i z sali. Jedynie Marcin Gaworski silnie zaakcentował zawiedzenie taką sytuacją. I wcale mu się nie dziwię. Sam kilkukrotnie byłem w podobnej. Odchodzi całą ochota na prowadzenie prezentacji dwa kilku par oczu.

Myślę, że jest to zadania dla organizatorów imprez, którzy muszą znaleźć sposób na to aby podtrzymać zainteresowanie ludzi do samego końca.

A może rozwiązaniem jest po prostu ciekawa formuła, doskonały dobór prelegentów i specjalizacja? Jak pokazało FORUM IAB 2007 można ludzi utrzymać do samego końca. Zobacz wpis na temat Forum (link).

Zobaczymy jak wyjdzie nadchodząca impreza organizowana przez MARKETING W PRAKTYCE, w ktorej jestem jednym z prezentujących. Tematy nie są łatwe, ciekawe jak odbiorą je słuchacze.

Linki :

Budzenie pasji do marki.
Marketing szeptany, wirusowy, społeczności…
[17 - 18 marca 2008, Warszawa]

http://marketing.org.pl/index.php/go=0/act=1/aid=276

luty 19th, 2008

Złóż sobie sam komórkę

Posted by Olgierd Cygan in Experience Economy, Innowacje, Mass customization

ZZZPhone Można mieć typowy telefon, którym posługuje się co najmniej kilka milionów konsumentów na świeci (vide typowe aparaty Nokia, Sony-Ericsson, Samsung, etc.) lub też pokusić się o zamówienie aparatu “szytego na miarę”.

ZZZPhone.com oferuje smartphone oparty na Windows Mobile, który już w podstawowej wersji, dostępnej za 149 USD posiada wiele interesujących funkcji (min. dotykowy ekran, 3mpx kamera, 2gb pamięci). Jednak szaleństwo zaczyna się w momencie zamawiania, kiedy telefon można dostosować do swoich potrzeb poprzez dodanie zarówno elementów uatrakcyjniających jego wygląd (kolorowa obudowa, złocone elementy, własne logo lub też opis słowny) oraz funkcjonalność (moduł GPS, druga kamera, moduł radia, więcej pamięci i wiele innych). Finalnie można zamówić wgranie fabryczne odpowiedniego software, a także wgranie utworów muzycznych lub filmów wideo. Ta ostatnia opcja wydaje się szczególnie interesująca: cena gry to 1,69 USD za sztukę, a filmu to 2,5 USD / szt. Ciekawe czy licencja jest w modelu “głęboko chińskim” czy bardziej cywilizowanym zachodnio-europejskim vel amerykańskim :)

Jest to chyba pierwsze tego typu podejście na rynku. Wcześniej zetknąłem się z firmami, które oferowały customizacje aparatów na poziomie obudowy oraz specjalnych menu dostosowanych do potrzeb zamawiającego. Jednak zawsze należało zamówić pewną minimalna ilość sztuk czyli de facto krótką serię. Tutaj dostosowanie odbywa się na poziomie pojedyńczej sztuki.

Link dla zainteresowanych zakupem ZZZPhone

Następne »