Ostatnio w telewizji widziałem reklamę, w której pewien pan, dzięki mobilnemu internetowi, łączy się z żoną i dzięki kamerze internetowej może podziwiać jej ostatnie zakupy.
Sytuacja teoretycznie abstrakcyjna, ale jednak całkiem możliwa do odtworzenia w zwykłym życiu. Kiedy po raz kolejny nie mogłem się zdecydować na zakup pewnego garnituru w sklepie Peek & Cloppenburg, uznałem, że należy skorzystać z porady żony. Jak to zrobić zdalnie? Można posłać MMS ze zdjęciem garnituru! Proste i skuteczne. Niewiele myśląc, sięgnąłem po aparat telefoniczny i wykonałem kilka zdjęć. W międzyczasie próbowałem namierzyć obsługę, która w procesie decyzyjnym w sumie mogłaby także pomóc. Zamiast niej, jak spod ziemi, wyrósł pan w cywilnym ubraniu. Nie owijajać w bawełnę, zaczął wytykać, że wiem o kamerach, że wiem o zakazie fotografowania i finalnie stwierdził, że zachowuje się jak złodziej. Przy trzecim epitecie zdumienie ze mnie opadło i (w skrócie) zażądałem spotkania z jego przełożonym. W ciągu kilku minut tenże się pojawił, także ubrany po cywilnemu, bez żadnej identyfikacji i rozpoczął kontynuację poprzedniej komunikacji. Z rękami w kieszeniach! Czara goryczy uległa przepełnieniu.
Żeby nie przeciągać, zwrócę uwagę Państwu z P&C na następujące elementy:
Po pierwsze jest nie do pomyślenia, żeby pracownik ochrony, nawet mając uzasadnione podejrzenia w ten sposób zwracał się do osoby przebywającej w sklepie – potencjalnego klienta. W rodzinnym kraju P&C, Niemczech, taka sytuacja nigdy by nie miała miejsca. Nie wiem czy managerowie niemieccy są sobie w stanie ją wyobrazić?
Nie do pomyślenia jest także, żeby:
- pracownicy ochrony nie mieli identyfikatorów
- nie przedstawiali się
- trzymali ręce w kieszeni
- nie potrafili kulturalnie załatwić tego typu spraw (kierownik ochrony!!!)
Drodzy Państwo! Za coś takiego w normalnym kraju odpowiada kierownik sklepu! Albo jest w stanie przeszkolić swoich pracowników i egzekwować od nich standardy pracy, albo ponosi odpowiedzialność za brak kompetencji swoich ludzi.
Po drugie, sprzedawcy. Nie muszą być ubrani w mundurki, ale muszą być identyfikowali. Ponadto dobrym niemieckim zwyczajem, sprzedawca podchodzi do każdego klienta, który pojawia się w sklepie. W Polsce nie jest to ogólnie przyjęte, ale warto, żeby sprzedawcy podchodzili do kogoś, kto ewidentnie rozgląda się w poszukiwaniu pomocy. Zamiast tego w P&C pojawia się ochrona :]
Muszę przyznać, że byłem w totalnym szoku. Nie spodziewałem się, że w stolicy 40mln państwa europejskiego, w sklepie międzynarodowej sieci, w XXI wieku, może coś takiego się zdarzyć. Jak widać może.
Garnitur kupiłem, gdyż nigdzie indziej nie mogłem znaleźć swojego rozmiaru. Natomiast jeżeli chodzi o doświadczenia konsumenta to chyba opisałem je wystarczająco. Nikt więc nie będzie zaskoczony faktem, że sklepy Peek & Cloppenburg zacznę omijać szerokim łukiem.
A managerom P&C polecam zapoznanie się z filozofią Experience Economy. Czasy prosperity wcześniej czy później się skończą i trzeba będzie zacząć dbać o klientów.