Cała władza w ręce ludu!
Czy aby na pewno?
W pogoni za coraz ciekawszymi pomysłami na projekty typu Web2.0 firmy coraz częściej przerzucają na konsumentów praktycznie wszystko. Dosłownie tak :) Użytkownicy zrobią zdjęcia, filmy, nakręcą reklamy, opiszą, skomentują, prześlą dalej, polecą, poprawia, itp itd. Firmy dostarczają platformę, o resztę mają zadbać sami konsumenci.
W pewnym momencie warto jednak zadać sobie pytanie czy aby na pewno ta pełnia kontroli ich uszczęśliwia? Czy to jest dokładnie to czego od nas oczekuja?
Przecież od dawna wiadomo, że nadmiar szczęścia męczy. A dokładnie nadmiar wyboru i opcji. Ludzie w pewnym momencie stają się zmęczeni i… odpuszczają.
Po pierwsze, większość użytkowników musi dorosnąć do pewnych możliwości. Muszą posiąść odpowiednie umiejętności, aby mogli z nich korzystać. Dopiero wtedy sprawią one im przyjemność i będą mogli się im oddać.
Po drugie, konsumenci chcą być wciągnieci / zaangażowani w pewne procesy, a nie koniecznie je kontrolować. Gdyż kontrola nie jest ich powołaniem i nie sprawia przyjemności. Nie zmuszajmy ich do tego.
Finalnie, chodzi o ZROZUMIENIE POTRZEB KONSUMENTÓW. W jednym przypadku okaże się, że będą potrzebowali szerszych możliwości ekspresji i będą chcieli faktycznie chcieli przejąć na siebie także pewną odpowiedzialnośi za losy projektu. W innym wystarczy im możliwość ograniczonego wpływu na przedsięwzięcie.
Podsumowując. USER FIRST. Jak zwykle w dobie Experience Economy należy po prostu dobrze się zastanowić nad tym czego oczekują nasi konsumenci i następnie dostosować naszą propozycję do ich oczekiwań. Nie stosujmy “uniwersalnych” rozwiązań i “sprawdzonych” modeli.