Marketing 360º i co dalej…
Kiedy w zeszłotygodniowym wydaniu Media i Marketing Polska, pojawił się moj tekst na temat virusowej akcji agency.com, nie musiało upłynąć dużo czasu, żeby pojawiły się na jego temat komentarze. Kilka z nich można streścić w następujący sposób: “Fajny tekst, fajna akcja, ale nie rozumiem o co tyle hałasu? przecież osiągneli swój cel!” Nie muszę dodawać, że tego typu komentarze padały najczęściej z ust “tradycyjnych” marketerów. I właśnie to skłoniło mnie do refleksji. Refleksji niestety smutnej.
Otóż wygląda na to, że problemem większości ludzi pracujących w tradycyjnej reklamie jest brak zrozumienia potrzeb konsumentów. Ludzie Ci patrzą na wyniki badań, analizują grupy docelowe, analizują działania konkurencji, ale praktycznie nie zastanawiają się nad potrzebami, realnymi potrzebami swoich odbiorców. Nie śledzą zmian ich zachowań, otoczenia w którym Ci ludzie funkcjonują, etc. Owocuje to komunikacją typu “push”, zerowym poziomem interakcji i brakiem komunikacji z odbiorcami. Analiza efektów sprowadza się do masowych badań i pomija (często, lecz nie zawsze) indywidualne opinie użytkowników.
Smutne, lecz prawdziwe. Reklama jest emitowana, mamy odpowiedni poziom GRP, rosną wskaźniki w ogólnych badaniach, SUPER. Co myśli o reklamie Kowalski? Czy na pewno wzrost sprzedaży wynika z reklamy, czy tylko z obniżki ceny? A może jest to jedyna oferta w miarę pasująca konsumentom i nie ma dla niej alternatywy? Tym się nikt nie interesuje.
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Marketing 360º to nic innego jak zaatakowanie konsumenta wszystkimi dostępnymi metodami. Okrążamy go dokładnie i bombardujemy z wykorzystaniem całej dostępnej artylerii (czytaj: każdym znanym i opanowanym kanałem komunikacji). Jednak w marketingu 360º nie zmienia się rzecz zasadnicza – w większości przypadków NADAL NIKT NIE SŁUCHA KONSUMENTÓW! To jest TYLKO wykorzystanie pełnego spectrum dostępnych środków.
A dziś brak zwrócenia uwagi na potrzeby odbiorców może być brzemienny w skutkach. W dobie Internetu i postawienia konsumenta w roli decydenta, podobne oczekiwania zaczyna on stawiać pozostałym kanałom komunikacji. Sytuację można porównać do otwarcia się Polski (czy innego kraju dawnego bloku wschodniego na świat). Co z tego, że nasz rynek jest mało zaawansowany. Otwarcie granic, tania komunikacja, powodują, że jak konsument nie dostanie czegoś u nas to może to kupić sam za granicą i przywieźć do kraju. Oczywiście zrobi tak może 1% wszystkich ludzi, ale rozpoczną pewien trend, którego nie da się powstrzymać.
Pewnik: to konsument jest w centrum wydarzeń, to konsument decyduje czego oraz kogo słucha i na na co poświęca czas. Potwierdzeniem tego są wyniki badań, które wskazują, że komunikacji wychodzącej z firm, czyli przekazowi marketingowemu ufa 25-35% konsumentów, a rekomendacji innego konsumenta 70-80%.
Stąd narodziła się potrzeba zmian, która modyfikuje model 360º i stawia centralnie konsumenta. Nowy model wykorzystuje wiele z komunikacji interaktywnej, która była dotąd realizowana tylko w Internecie. Modyfikuje wręcz kanały i “interaktywuje je”. Słowem zmienia cały model prowadzenia komunikacji z konsumentem (a raczej go tworzy, bo wcześniej to był raczej monolog, a nie komunikacja :)
Ale o tym, co następuje po marketingu 360º dowiecie się w następnym odcinku :)