Projektować doświadczenia – dla zabawy i zysku
Wiedziony potrzebą chwili, a przede wszystkim potrzebom związaną z rozwojem firmy, zacząłem się ostatnio zagłębiać w tematy związane z zarządzaniem innowacją i kreatywnością. Przeczytałem kilka książek, od bardziej naukowych do mniej, ale dopiero “Sztuka innowacji” Toma Kelley opisująca metody działania prawdopodobnie najbardziej uznanej na świecie firmy zajmującej się wdrażaniem innowacji poprzez projektowanie – IDEO – porządnie wkręciła mnie w temat. Proste, wręcz beletrystyczne podejście, ale zwracające uwagę na to co ważne.Oczywście za chwile pojawi się na moim blogu wśród kategorii nowa pozycja – innowacje – ale wcześniej krótka refleksja.
Otóż, ku mojemu zdziwieniu, podczas lektury dotarłem do rozdziału dziesiątego pod tytułem “Projektować doświadczenia – dla zabawy i zysku“, w którym autor bezpośrednio odnośi się do “Experience Economy” Pine’a i Gilmore’a. Pojawia się kilka fajnych przykładów mających wprowadzić czytelnika w temat budowania doświadczeń (doznań), jak sklepy NikeTown czy Disney Stores oraz opis metamorfozy centrum rozrywki i hazardu jakim jest Vegas. Autor na przykładzie Pike Place Market pokazuje, że nawet z zakupu ryb można zrobić rozrywkę (sprzedawcy w duch piłkarskim, jak zawodnicy na boisku, rzucają dziesięciofuntowym pstragiem na odległość, aby złapać go w gazetę i zapakować).
Pojawia się także interesująca koncepcja poprawy doświadczeń związanych z lataniem, a dokładnie z “przebijaniem” sie na lotniskach przez odprawy, kontrole, bramki i stanowiska. Ideo, jako firma projektowa, w kilku paragrafach prezentuje ciekawe i proste pomysły, jak usprawnić działanie tradycyjnych lotnisk.
Natomiast prawdziwy rodzynek pojawia się na samym końcu. Ostatni podrozdział zatytułowany jest “Małe doświadczenia też się liczą”. Autor udowadnia w nim, że warto jest dbać także o te drobne elementy, które składają się na większą całość. Za przykład służą przepustki do biur, z którymi większość z nas ma styczność na codzień. We własnym biurze mamy zadbany identyfikator, natomiast idąc do kogoś w gości, dostajemy lekko zużyty identyfikator “dyżurny”. Taki indetyfikator dostaje i posłanieć z firmy kurierskiej i prezes firmy przychodzący podpisać duży kontrakt. Czy tak musi to wyglądać? Przykład metamorfozy identyfikatorów w biurze Ideo pokazuje, że nie. A jak firma podeszła do tego tematu, to już wymaga lektury ksiązki “Sztuka innowacji” w wersji angielskiej lub polskiej :)